Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Harry Brown - moralitet z klasą


Harry Brown to połączenie Gran Torino i Somers Town z domieszką Reservoir Dogs. Brzmi jak jakaś fatalna pomyłka. Gdy dodać do tego fabułę, która jest typową historią zemsty, zbyt płaską psychologicznie, żeby wyróżnić tu za cokolwiek scenarzystę, wydaje się, że film można sobie spokojnie odpuścić. A jednak działa! Głównie dzięki wybitnej wręcz roli Michaela Caine'a i zręczności debiutującego reżysera Daniela Barbera, który -- również z pomocą fantastycznych zdjęć -- umiejętnie buduje nastrój i nie pozwala nam się nudzić.

Brown to miły starszy pan zamieszkujący niebezpieczną londyńską dzielnicę, terroryzowaną przez brutalnych, młodocianych chuliganów na usługach narkotykowej mafii. Czas spędza ze swoim jedynym kumplem, sącząc w pubie piwo i pogrywając w szachy. Od początku filmu śledzimy jego codziennie, monotonne życie, powolne dogorywanie człowieka, któremu na starość dano żyć w czasach, z jakimi trudno mu się pogodzić.

Nasz boharter jest bierny. Mimo że widzi wszechogarniające zło brytyjskich blokowisk, nie uważa za stosowne zabieranie głosu. Chowa się i zamyka szczelnie w swoim świecie, parskając tylko niczym Kowalski z Gran Torino, na widok ulicznych scen, nie pasujące do jego wyidealizowanej wizji świata.

Zło, jak ma ono w zwyczaju, wtargnie jednak pewnego dnia z butami wprost na jego próg i chcąc-nie chcąc, Harry będzie zmuszony wziąć sprawy w swoje ręce.

Od tego momentu spokojne przez pierwszą część filmu tempo zaczyna nabierać rozpędu. Nawet jednak w kulminacyjnym momencie nie znajdzie tu nic dla siebie miłośnik amerykańskich sensacji. Harry Brown niesamowicie trzyma w napięciu, wykorzystuje jednak w tym celu tradycyjne filmowe środki, jak budująca nastrój świetnie dobrana muzyka, mroczne zdjęcia (naświetlenie i klimat nawiązuje do film noir) i sposób prowadzenia akcji, metodyczny, nieśpieszny, w sam raz, żeby zainteresować, ale zanudzić.

Harry Brown to przede wszystkim kino społeczne. W tym dobrym sensie. Kontynuuje brytyjskie tradycje umoralniającego kina opowiadającego o rzeczywistości "takiej jaka jest". Think: Ken Loach. O makabrycznych scenach, jakie widzimy w filmie (przykładowo: grupa nastolatków po zakatowaniu na śmierć staruszka, oddaje na niego mocz) czytamy w codziennej brytyjskiej prasie. Znieczulica jaką wystawia na celownik Barber ma miejsce w realnym życiu. Wydaje się, że reżyser chce powiedzieć: działajcie tu i teraz. Nie czekajcie, bo to może doprowadzić do tragedii.

Film na pewno nie spodoba się też Gordonowi Brownowi (przypadkowa zbieżność nazwisk) ani londyńskiej policji. Władza przedstawiona jest tu w bardzo negatywnym świetle -- dba głównie o dobry PR, nie przejmując się faktycznymi problemami ludzi. Jednostki próbujące coś zmienić wyśmiewane są i odsuwane na bok.

Mimo licznych uproszczeń i denerwujących miejscami prób wywierania emocjonalnej presji na widza, film mogę polecić każdemu miłośnikowi kina przede wszystkim z dwóch powodów:
- ponurych, dołujących, a jednocześnie pięknych zdjęć nieprzyjaznego Londynu
- oraz Michaela Caine'a.
To być może ostatnia rola tego aktorskiego geniusza, a jednocześnie jedna z najbardziej wyrazistych. Sam Caine wart jest wydania pieniędzy na seans w kinie.

michuk Borys Musielak

kocio kocio

W dzisiejszej "Polityce" dostał 2/6, czyli dużo niżej niż ty. Krytyk pochwalił zdjęcia i "nienajgorszą" rolę Caine'a, ale zjechał za nachalną publicystykę i zaprzepaszczenie szansy na coś poważniejszego.

.

michuk michuk

W Wyborczej też został zjechany. Moim zdaniem niesłusznie. Film przynajmniej do połowy oglądałem jak zahipnotyzowany -- lubię taką bardzo powoli rozwijającą się akcję, spokojne sceny, budujące relację widza z bohaterem.

Im dłużej trwał film tym bardziej ewidentne stawały się braki scenariuszowe, ale nie zepsuło mi to radości z seansu. Zastanawiałem się nad oceną 8/10, w końcu wyszło 7, przez samą końcówkę, która mogła być ciekawsza / mniej pretensjonalna.

Mimo wszystko to jednak ważny i dobry film, jeden z lepszych jakie widziałem w drugiej części minionego roku.

.

Oferma Oferma

"zaprzepaszczenie szansy na coś poważniejszego", piękne sformułowanie. Na pewno teraz twórcom filmu jest przykro i smutno, bo okazało się, że są tacy płytcy ;)

.

kocio kocio

Heh, to dość swobodne streszczenie zdania: "W początkowych sekwencjach reżyser stara się jeszcze zachować pozory jakiegoś poważniejszego dramatu, im dalej w las, tym bardziej jednak wychodzi na jaw komiksowa maniera.". (Janusz Wróblewski)

.

michuk michuk

Z tym zdaniem się zupełnie nie zgadzam. Nie wiem skąd zarzut komiksowości. Równie dobrze można by zarzucić komiksowość Gran Torino czy Wściekłym psom.

Pierwsza część filmu służyła temu, żebyśmy poznali głównego bohatera i jego motywację. Dzięki temu w drugiej części bohater nie jest dla nas kimś anonimowym i możemy się przejąć jego losem i decyzjami, które podejmuje.

Jedyny zarzut jaki mam to zbyt prosta symbolika oraz niezbyt umiejętne wprowadzenie kolejnych bohaterów, szczególnie postaci policjantki, która faktycznie wydała się trochę "płytka", a może raczej nierealna.

Wszystko zrekompensował jednak mi klimat filmu -- takich zdjęć i montażu nie ogląda się codziennie, to światowa klasa. A oglądanie na ekranie show jednego aktora -- Michaela Caine'a - to prawdziwa przyjemność.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook