Krótka relacja z Edynburskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego
W weekend wpadłem odwiedzić znajomych do Edynburga. Termin wizyty był nieprzypadkowy, ponieważ od 18 czerwca odbywa się w tym mieście jeden z ważniejszych światowych festiwali filmowych. Poniżej krótka relacja z tego co widziałem...
Na festiwalu udało mi się obejrzeć trzy filmy. Mimo że bilety rezerwowałem na tydzień przed, umkęły mi dwie nowości, które chciałem zobaczyć. Ale i tak nie było źle.
Pierwszy film jaki obejrzałem to Sin Nombre: http://filmaster.pl/film/sin-nombre/. Jest to świetny film, który może stać się równie ważny jak "Miasto Boga" (porównanie nieprzypadkowe). Bez fajerwerków, bez epatowania przemocą (co nie znaczy, że bez przemocy), realistycznie opowiedziana historia z pogranicza dwóch światów: gangsterów i emigrantów podążających za chlebem z Hondurasu do USA. Film wymaga napisania na jego temat oddzielnej notki, co mam nadzieję prędzej czy później uda mi się zrobić.
Po pokazie Sin Nombre przemawiał reżyser tego filmu, Cary Fukunaga. Oto co udało mi się nakręcić po amatorsku:
Pierwszego dnia wieczorem na rozluźnienie wybrałem się jeszcze na komedię My Year without Sex: http://filmaster.pl/film/my-year-without-sex/. To bardzo sympatyczna, nakręcona w Australii historia o bardzo zwykłym życiu pewnego małżeństwa, które z powodu nietypowej choroby żony zmuszone jest do rocznej abstynencji seksualnej. Historia opowiedziana ciekawie, bo z z sympatycznym typem dowcipu, który bardzo lubię, a co najważniejsze bardzo sprawnie i "filmowo" mimo bardzo niskiego budżetu. Polecam zwłaszcza po obejrzeniu kolejnej amerykańskiej komedii romantycznej, jako dowód że można właściwie to samo pokazać inaczej, mądrzej, a równie wciągająco.
Drugiego dnia widziałem tylko jeden film: irlandzki Wide Open Spaces: http://filmaster.pl/film/wide-open-spaces/krotka-recenzja-michuk. Odczytałem go jako próbę napisania drugiego Monty Pythona, tyle że na serio. Rezultat: łatwy do przewidzenia. Może gdyby za ten scenariusz wziął się np. Zelenka, coś by z tego było. Wzięła się jednak grupa irlandzkich przyjaciół bez doświadczenia w długim metrażu. Myślę, że przy tworzeniu dobrze się bawili. Widz ma z tym już jednak spory problem. Nie polecam ale też i nie mam po co bo raczej nikt nie zdecyduje się na dystrybucję tego niepotrzebnego filmu.
Szkoda, że na festiwalu dane mi było gościć tylko przez weekend. Minęło mnie na pewno bardzo wiele, ale mam nadzieję, że część z tego uda się nadrobić podczas Nowych Horyzontów za miesiąc: http://filmaster.pl/forum/hyde-park/era-nowe-horyzonty-wroclaw-2307-02082009
Na koniec tej relacji na kolanie mały bonus: ja reklamujący Filmastera tuż przed kinem Filmhouse (jedno z dwóch fajnych edynburskich kin obok Cameo), ulokowane na Lothian Road:
Cheers :)
B.

michuk
Dziś zakończył się Festiwal Edynburski a na stronie EIFF są już zwycięzcy festiwalu: http://www.edfilmfest.org.uk/news/2009/06/and-the-winners
Reżyser Sin Nombre, o którym pisałem otrzymał nagrodę "The Skillset New Directors Award". Inne nagrodzone filmy to "Moon", "Fish Tank", "Easier With Practice", komedia "Humpday", animacje "The Secret Of Kells" i "Photograph Of Jesus", dokument o Borisie Ryzhy oraz krótkometrażówki "After Tomorrow", "Margaret BLVD" i "Peter In Radioland".
olamus
Ciesze się że Sin Nombre otrzymało nagrodę - w szczególności reżyser, dla którego ten film był debiutem. Jeśli już potrafi zrobić tak dobry film, to trzymam kciuki za jego przyszłe projekty.
Reszta filmów jest dla mnie nieznana, ale liczę na to, że część z nich uda mi się obejrzeć we Wrocławiu.
michuk
Co ciekawe, rezyser zapowiedzial ze kolejny jego projekt to bedzie musical. Brzmi co najmniej ciekawie...
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook