Pogorzelisko - recenzja zwycięzcy WFF
Zwycięzca Warszawskiego Festiwalu Filmowego, kanadyjski film "Pogorzelisko", to dzieło niesamowicie ambitne, oparte na pomyśle tak karkolomnym, ze nie mógł się on udać. I nie udał się. Ale to niepowodzenie ogląda się nadzwyczaj przyjemnie.
Scenariusz filmu Denisa Villeneuve (Politechnika) opiera się na testamencie. Mieszkające w Kanadzie rodzeństwo, wypełniając ostatnie życzenie matki, emigrantki z Palestyny, odkrywa jej mroczne sekrety, rzeczy o których sama nie była w stanie powiedzieć im za życia. Jeanne i Simon z testamentu dowiadują się, że mają starszego brata oraz żyjącego ojca. Zgodnie z wolą zmarłej, mają ich obu odnaleźć i wręczyć im listy. Wyruszają więc do Palestyny, by tam dowiedzieć się kim była naprawdę ich rodzicielka.

Rodzeństwo dowiaduje się o ostatniej woli matki
Sekretów tych nie będę zdradzać, bo zepsułoby to część przyjemności oglądania "Pogorzeliska". Choć to co najlepsze w filmie to nie poplątany do granic nieprawdopodobieństwa (więc zapewne oparty na jakimś prawdziwym wydarzeniu) scenariusz, a świetna strona techniczna, dzięki której dramaty przeżywane przez bohaterów udzielają się widzowi. Wspomnieć tu należy chociażby genialną wizualnie, a przy okazji niesamowicie wzruszającą scenę napaści na muzułmański autobus przez chrześcijańskich bojowników i rozgrywający się podczas niej dramat uwięzionych w pojeździe -- głównej bohaterki-chrześcijanki oraz przypadkowej muzułmańskiej kobiety z małym dzieckiem. Niestety, tego rodzaju mocne sceny przeplatają się w filmie z mieliznami. Zainteresowanie historią osiąga kulminacyjny punkt w połowie filmu. Potem, odwrotnie do hitchcockowskiej zasady o trzęsieniu ziemi, stopniowo opada.
Zdecydowanie lepiej wypada tu część historyczna, w której oglądamy historię matki, niż ta dziejąca się w teraźniejszości, gdzie siostra z bratem, wspomagani ostatnim pracodawcą matki, notariuszem (i niestety kiepskim aktorem) pilnującycm wypełnienia testamentu, powoli odkrywają jej losy.

Matka
Największym problemem "Pogorzeliska" jest to, że wszystko w nim tak ładnie układa się w całość. Widzowie śledzą przez dwie godziny losy rodziny, snując domysły i zastanawiając się nad motywami matki i jej wyborami, aby na końcu wszystko zostało szczegółowo wyjaśnione, eliminując tym samym wszelkie alternatywne interpretacje. Reżyser postanawia wręcz w pewnym momencie wyłożyć kawę na ławę, tłumacząc bardzo łopatologicznie to, co wcześniej i tak wyraźnie sugerował. To niesympatyczny zgrzyt, bo nikt nie lubi być traktowany jak kretyn, również w kinie.
Czemu więc "Pogorzelisko", skoro to film z całym mnóstem wad, tryumfowało na warszawskim festiwalu? Być może zaważyła tematyka. Podczas dwugodzinnego seansu przewija się na ekranie spora część niedawnej historii Palestyny. Film jest widowiskowy, a jednocześnie daleko mu do mainstreamu, a opowiadana przez Villeneuve historia co najmniej interesująca.
Jeśli to was zachęca, a ominęliście film na WFF, będziecie mogli wyrobić sobie własne zdanie niebawem, ponieważ "Pogorzelisko" ma już polskiego dystrybutora, firmę Hagi Film i pojawi się w naszych kinach w najbliższym czasie.
czara
Intrygujące. Czekam zatem na premierę.
rudencja
ja nie czekam. nie lubię "kaw na ławie" ;)
Bedrzich
No Michuk piknie, piknie, tylko strzeliłeś chyba sporego byka - przecież tam nie ma nic o Palestynie, cała historia dotyczy LIbanu i libańskiej wojny domowej, czyż nie tak?
michuk
@Bedrzich teraz niestety nie pamiętam już skąd się wzięła ta Palestyna, ale chjyba coś w niej jest bo w Rzeczpospolitej piszą tak o tym filmie:
Strzelam, że w opisie w katalogu WFF sugerowali że rzecz dzieje się w Palestynie właśnie, ale teraz niestety ciężko mi znaleźć potwierdzenie.
doktor_pueblo
Rzeczywiście od początku filmu ciężko się zorientować, gdzie to się dzieje. Ponadto narzeczony głównej bohaterki ma arafatkę, co może sugerować Palestynę. Ale jednak tam był konflikt między muzułmanami a Żydami, a tu wyraźnie między muzułmanami, a chrześcijanami, więc Palestyna to nie może być.
Bedrzich
Powiem tak... Na Bliskim Wschodzie w ostatnich latach była tylko jedna wojna, w której ekstremiści chrześcijańscy walczyli z muzułmańskimi, a była to libańska wojna domowa. W Palestynie chrześcijanie nie stanowią nawet pół procenta ludności i nigdy nie słyszałem o żadnych ekstremistach pośród nich... a troszkę chrześcijańskimi kościołami wschodnimi się zajmowałem.
doktor_pueblo
Czyli dziennikarz Rzeczpospolitej się kompromituje i w dodatku jest z tego dumny ;)
Ale przyznam się bez bicia, że ja w pierwszych minutach też nie wiedziałem, gdzie to się dzieje, a przez to, że główni bohaterowie byli francuskojęzyczni, to myślałem, że w Algierii. Oczywiście dalsze informacje wskazywały już jednoznacznie na Liban.
Bedrzich
No ma o tyle rację, że jeżeli przyjmiemy ten obraz jako parabolę konfliktów opartych na następujących po sobie odwetach, to te realia nie muszą mieć znaczenia. Jeżeli zaś weźmiemy pod uwagę, że jedną ze stron konfliktu są chrześcijanie - to na Bliskim Wschodzie duża społeczność chrześcijańska żyje w 3 krajach - w Libanie (trochę mniej niż połowa populacji), W Armenii (prawie cała populacja, nie ma ekstremistów, bo po co?) i w Egipcie (kilka procent populacji, kościół koptyjski jest raczej w odwrocie i jego znaczenie maleje, nie ma też ekstremistów). Wszędzie indziej występują chrześcijanie (tam przecież kiedyś byli sami chrześcijanie), ale są to ułamki całej populacji. To się po prostu nie mogło dziać nigdzie indziej, jak w Libanie.
DorotaIzabellaCzech
Hm nie wiem jakim cudem oglądając ten film nie zauważyłeś o czym jest. Nie ma w nim mielizn i napięcie nie spada a rośnie - tylko że nie w temacie "akcji" ale emocji. To dramat a nie strzelanka i wymaga od odbiorcy odpowiedniego IQ :) Z mojego punktu widzenia trzęsienie ziemi następuje gdy do zmasakrowanego oprawcy dociera prawda, a my już widzimy tylko napisy końcowe ... Szkoda że nie umiałeś zobaczyć tego filmu mając go przed "zamkniętymi" oczami. A może faktycznie go nigdy nie widziałeś tylko czytałeś Rzeczpospolitą? Oglądnij go raz jeszcze i poczuj wojnę z wszystkimi jej smakami.
ayya
Myślę, że jest kilkadziesiąt lepszych filmów, gdzie można naprawdę "poczuć wojnę". A emocje w Pogorzelisku są na poziomie telenoweli brazylijskiej.
doktor_pueblo
Przesadzasz ayya. Emocje nie są telenowelowe, bo tam takich dramatów jednak nie ma (ludzie nie lubią oglądać takich ekstremów, a telenowele są po to, żeby je lubić). Telenowelowe jest natomiast zakończenie, bo jest kompletnie nieprawdopodobne.
ayya
Niestety dla mnie to zakończenie jest tak "specyficzne", że rzuca się ogromnym cieniem na cały film, który skądinąd dobrze mi się oglądało.
michuk
@Dorota Ja zawsze uważam przed wyciągnięciem argumentu o IQ, bo czasem może się okazać, że zadziała on przeciwko mnie :)Nie lubię strzelanek. Ale też nie lubię kawy na ławę, a "Pogorzelisko" potraktowało mnie niestety jak kretyna, któremu trzeba wyłożyć wszystko krok po kroku, żeby się upewnić, że zrozumiałem. Słabe to było.
@doktor_pueblo Akurat nieprawdopodobieństwo zakończenia nie raziło mnie aż tak bardzo - życie składa się właśnie z takich nieprawdopodobieństw. Można to było jednak sprytniej przemycić widzowi, pozostawiając niedopowiedzenie.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook