Tetro: Coppola twórcą niszowym
"Tetro", najnowszy film F.F.Coppoli (reżysera, którego mam nadzieję nie trzeba przedstawiać), kosztował ponad 15 milionów dolarów, z czego w ciągu roku zwróciło się niecałe pół miliona. Stratę producentów możecie sobie wyliczyć sami. Czy to oznacza, że film jest tak kiepski? Nic bardziej mylnego! Coppola postanowił bowiem zaszaleć i zrobić kino artystyczne nie licząc się z budżetem i nie marząc zapewne nawet o zwrocie inwestycji. Efekt to cudny wizualnie (w większości czarno-biały) obraz, który może jednak nie trafić w gusta tych, którzy kojarzą Coppolę głównie z Ojcem Chrzestnym czy Drakulą.
Vincent Gallo i Maribel Verdú w Tetro
Tytułowy bohater (grany przez bardziej artystę niż aktora, Vincenta Gallo) to jak naprawdę Antonio Tetrocini, który przebywając na emigracji w Argentynie przybrał nowe imię, aby raz na zawsze zerwać więzy ze swoją szczerze znienawidzoną rodziną (choć paradoksalnie dobór tego imienia sugeruje głęboki z nią związek). Jego ojciec, światowej klasy kompozytor i dyrygent (podpowiedź: sprawdźcie kim był ojciec F.F.Coppoli) uważa, że w rodzinie jest miejsce tylko dla jednego artysty. Deprecjonuje więc muzyczne dokonania swojego brata, nie wierząc również w sukces literacki syna. Sprawa się komplikuje gdy do portu Buenos Aires przybywa statek z młodszym bratem Tetro. Bennie (jeśli Alden Ehrenreich to nie jest nowy DiCaprio to nie wiem kto nim jest!) pragnie odnowienia kontaktu, lecz spotyka się tylko z wrogością. Mostem pomiędzy braćmi staje się więc Miranda (Maribel Verdú), będąca kobietą Tetro, jego prywatną niańką, prostytutką, sprzątaczką i pocieszycielką.
Streszczenie fabuły (którą tylko zarysowałem) raczej nie przekona wielu do wybrania się na ten film. Napisany przez Coppolę scenariusz nie jest jednak jego główną zaletą. "Tetro" broni się przede wszystkim dzięki rozbudowanej psychologii trójki (a właściwie czwórki, bo duch ojca rodziny, którego poznajemy tylko dzięki kolorowym -- to ciekawy zabieg formalny -- retrospekcjom, jest natarczywie obecny w każdej niemal scenie) głównych bohaterów oraz wspaniałym zdjęciom i muzyce (ta druga autorstwa Osvaldo Golijowa).

Alden Ehrenreich w Tetro
Od pierwszych ujęć "Tetro" czuć, że mamy do czynienia z dziełem artysty, który nic nie musi. Akcja toczy się wolno, pozwalając rozwinąć się bohaterom. Wizualne i muzyczne tło pozwala natomiast widzom rozkoszować się wysmakowaną na granicy przesady warstwą formalną. Z początku chłodno opowiadana historia z czasem, gdy dowiadujemy się coraz więcej tajemnic rodu Tetrocini, nabiera smaku, by w końcowych, dramatycznych scenach pochłonąć całkowicie i bez reszty.
Coppola raz jeszcze pokazał, że jest współczesnym mistrzem kina, który bez problemu potrafi odnaleźć się w diametralnie różnej filmowej estetyce. "Tetro" to film, który równie dobrze mógłby nakręcić Pedro Almodóvar i chyba największy komplement jaki dostał ode mnie kiedykolwiek wywodzący się z Hollywood amerykański twórca.
olamus
W swojej notce udało Ci się chyba uchwycić wszystkie atuty filmu. Ja ze swojej strony dodam, że " Tetro" pięknie portretuje Amerykę Południową (krajobraz i obyczaje).
Masz rację, że Copolla zrobił ukłon w stronę Almodovara (sceny w teatrze i z "Alone") i wyszło mu to całkiem zgrabnie!
Po seansie miałam wrażenie, że film powstał w sposób niewymuszony, z czystej pasji. Copolla jest wielki!
verdiana
Tak, tak, tak! Podpisuję się! I też miałam skojarzenia z Almodovarem, nie tylko z powodu jego ulubionej aktorki. :-)
doktor_pueblo
Nie, nie i jeszcze raz nie!
Nie będę twierdził, że nic mi się w filmie nie podobało, ale generalnie jest strasznie kiczowaty. Najgorszy film jaki widziałem na ENH. Od początku filmu miałem ochotę walnąć tego neo-Caprio, nie tylko za koszmarną grę aktorską, ale i za postać, która czyta cudze sekretne notki, co zdaniem prawie wszystkich jest w porządku, na miejscu, a jakże, a brat niepotrzebnie się wkurza.
Zagadka rodzinna jak to zagadka. Wiadomo było, że będzie to "mroczna rodzinna tajemnica", a jaka konkretnie to było wiadomo mniej więcej pół godziny wcześniej. Końcówka męczyła i męczyła i prawie zamęczyła na śmierć.
Przyznaję, że być może rzeczywiście jest to najlepszy film Coppoli od wielu lat. I w związku z tym, dla mnie ostateczny dowód, że się skończył.
@olamus Nie wiem, ile czasu spędziłaś w Ameryce Płd, ale ja byłem tam 3-krotnie, w tym m.in. 3 dni w Buenos Aires. I doprawdy nie wiem, gdzie są tam świetnie sportretowane krajobrazy i obyczaje. Nawet z Perito Moreno udało się Coppoli zrobić tandetny landszaft.
michuk
Widzisz, to co nazywasz kiczem ja nazywam tu wysmakowaną na granicy przesady warstwą formalną. U mnie granica nie została przekroczona, a film sprawił mi ogromną przyjemność. Ale oglądałem go na długo przed ENH i być może jako zwieńczenie tej imprezy odebrałbym go zupełnie inaczej.
Nie mogę tylko zrozumieć uwag dotyczących aktorstwa - dla mnie cała trójka zagrała pierwsza klasa i własnie dobre aktorstwo uwiarygodniło psychologicznie całą historię.
Coppola się nie skończył - robi teraz po prostu dokładnie co to chce i według mnie - ze świetnym rezultatem.
doktor_pueblo
Nie ma się o co spierać. Mi się nie podobała fabuła (jak ktoś zauważył na forum ENH - taka trochę telenowela argentyńska), ale rozumiem, że film mógł się innym podobać. Wino truskawkowe 2 to na pewno nie było...
Esme
Argentyńska telenowela. To wiele wyjaśnia, dlaczego mi się podobało. Jak wiadomo, kobiety szaleją za takimi fabułami :)
olamus
Nie byłam, ale mogę powiedzieć parę słów na ten temat...
Obrazy lodowca przypominały mi zdjęcia przyjaciół, którzy zwiedzali Patagonię. Co do obyczajów to Amerykę Płd. poznałam za pośrednictwem książek m.in. Bruce Chatwina. Może kiedyś będę miała okazję skonfrontować to co wiem z rzeczywistym obrazem tego zakątka świata. Nie sądzę żeby to jednak mogło wpłynąć znacząco na mój odbiór filmu Coppoli.
doktor_pueblo
Wcale nie twierdzę, że to kluczowy zarzut, ale o "obyczajach" to tam jednak nic nie było. Jedynie totalnie stereotypowa scena wyrzucania rzeczy przez balkon - tyle że to żadna prawda o Ameryce Płd. Chatwin niewiele mówi o obyczajach, więcej o historii i legendach, a jeśli chodzi o ludzi, to opisuje głównie dość specyficzną grupę osadników w Patagonii. Akcja filmu dzieje się natomiast głównie w Buenos Aires.
A Patagonię polecam na żywo. Btw. obrazek w moim profilu to zdjęcie, które zrobiłem na płn. Argentyny :)
olamus
Cool obrazek ;)
jeżyk we mgle
nie zgadzam się z opiniami, że to bardzo dobry lub bardzo zły film. tetro jest okropnie średni ('okropnie' ze względu na nazwisko reżysera..). sposób przedstawienia/poprowadzenia niektórych scen (np. ta końcówka...'finał' jakby nie było) - wywoływał zmieszanie czy wręcz irytację a sama historia pozostawiła mnie z niczym (od strony fabuły - faktycznie trochę jak telenowela argentyńska), a wszystko co ratuje ten film to zdjęcia, muzyka, aktorzy, wątek teatralny (tylko tu jakieś sensowne naleciałość z almadovara, najfajniejsze to te taneczne wtręty) i...hiszpański. dla mnie to za mało jak na copolle i tyle. to z tych filmów którym na dobre by wyszło wycięcie kilkunastu minut..
alden ehrenreich czyli ładniejszy dicaprio będzie w nowym filmie sofii :-)
doktor_pueblo
Zgadzam się z Tobą w 99% Też nie twierdzę, że film był "bardzo zły", było parę dobrych scen, ale i wiele nieznośnych.
Ten 1% z którym się nie zgadzam, to aktorstwo neo-diCaprio. Mnie irytował. Gdy trzeba się było głupkowato uśmiechać to jeszcze dawał radę, ale jak miał zagrać jakieś emocje to już była lipa. I to trochę rozkładało film. Bo dla mnie zupełnie nieprzekonujące było uparte grzebanie się przez niego w życiorysie "brata" - nie widać było po nim cierpienia, które uzasadniałoby ten upór i dążenie do prawdy. Tylko mi proszę nie mówcie, że zagrał perfekcyjnie dorastającego nastolatka, który emocji nie umie pokazywać i to było w związku z tym celowe, bo w życiu nie uwierzę :)
jeżyk we mgle
ehrenreich zagrał tyle na ile mu scenariusz i reżyser pozowilili - bedę skonna bronić 'przystojniejszego dicaprio' :P
a postać tetro - wielka przemiana, która dokonała się nagle i nie bardzo wiadomo czemu...totalnie zmiękł na koniec i happy end rodem z hollywoodzkich produkcji gotowy. a vincent zagrał jak dla mnie dobrze. tu chodzi raczej o konstrukcję historii i co za tym idzie jej bohaterów.
michuk
@yo, @doktor_pueblo Właściwie to sie z Wami zgadzam :)
A jednak mnie ten film zachwycił swoim klimatem, zdjęciami, aktorstwem, może trochę mniej samą historią. Trudno mi się wytłumaczyć (próbowałem w recenzji) - po prostu dzieło to dotarło do mnie na płaszczyźnie emocjonalnej. Podobnie jak nowohoryzontowe "Kuszenie św. Tonu".
doktor_pueblo
Ależ nie musisz się tłumaczyć :)
Zastanawiałem się nad kwestią zdjęć, bo do mnie jakoś nie trafiły. Może to "wina" tego, że na ENH naoglądałem się sporo filmów z dobrymi zdjęciami i te w Tetro mnie już w tym momencie zupełnie nie wzruszyły. Miałem wręcz wrażenie, że nie wykorzystano potencjału czarno-białych zdjęć. Ale zdaję sobie sprawę, że to moja zupełnie przez nikogo nie podzielana opinia.
Co do aktorstwa to mam z kolei wrażenie, że po rewelacyjnie szczerze zagranym "Wtorek, po świętach" (a na Tetro poszedłem zaraz po tym filmie) poprzeczka ustawiona była bardzo wysoko. Bo tam aktorzy nie grają, tam są postaciami w filmie. A w Tetro jednak widziałem mniej lub bardziej udaną grę aktorską.
Słowem, na pewno wiele zależy od oczekiwań.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook