Filmaster

watch.review.share

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Wilkołak spaprany

Do obejrzenia tego filmu skłonił mnie przede wszystkim niezły trailer (ten pierwszy, bez muzyki) oraz występujący w nim aktorzy (Del Toro, Hopkins, Blunt) sugerujący rozrywkę na wyższym niż przeciętny poziomie.

Oto rzeczony trailer (oglądać można tylko na Youtube):

[link]

Najbardziej pobieżnie sprawdziłem reżysera. To okazało się błędem. Przegląd twórczości Joe Johnstona (słyszał ktoś wcześniej to nazwisko?) zakończyłem na Jumanji. Nie nastrajało to może optymistycznie, ale z drugiej strony było to dawno temu, a filmy dla dzieci też rządzą się swoimi prawami, więc postanowiłem dać mu szansę. Gdybym poszperał nieco głębiej, dowiedziałbym się, że ten sam człowiek przyczynił się do powstania takich dzieł jak Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki czy Jurassic Park III. Gdybym to zrobił nie wybrałbym się za żadne skarby na Wilkołaka, a wy nie czytalibyście teraz tej recenzji.

Nie jestem pewien kto by na tym lepiej wyszedł.

Remake kultowego Wolf Mana z 1941 roku to jest zły film. I to najgorszy rodzaj złego filmu, bo nie dość zły aby się nad nim pastwić i szydzić z niego popijając napoje wyskokowe w towarzystwie znajomych, a nie dość dobry, żeby oglądanie go było po prostu mało intelektualną, ale przyjemną rozrywką. No takie niewiadomoco.

Co jest więc w tym filmie najbardziej nie tak?

Przede wszyskim nie jest to horror. Horror ma za zadanie straszyć. Wilkołak nie straszy. Mimo niezłych efektów specjalnych i klimatycznych zdjęć, nie udało się wytworzyć atmosfery grozy, tego powolnego, nieśpiesznie budowanego napięcia, które w pewnym momencie zaczyna dokuczać niemiłosiernie, a my zastygnięci w fotelu oczekujemy, że "coś się stanie". Nic się jednak nie może stać, skoro już w pierwszej scenie reżyser wspaniałomyślnie postanawia pokazać nam wilkołaka, celowo chyba zabijając w zarodku zainteresowanie domniemaną tajemnicą.

Gdyby film reżyserował Hitchcock, możnaby mieć nadzieję, że to po prostu tradycyjne trzęsienie ziemi, po którym napięcie powinno stopniowo rosnąć. Niestety za sterami siedzi Johnston (was też denerwuje to "t" w jego nazwisku??) który metaforę tę zrozumiał całkiem opacznie. Otóż, pomysł reżysera na budowanie napięcia polega tu na tym, aby co pięć minut gwałtownie przyspieszyć muzykę i przez rytmiczne dudnienie wyzwolić w widzach niepokój i oczekiwanie na zaskakujący rozwój wypadków. Tak, co pięć minut. Dudni więc jak grany przez Del Toro bohater, jeszcze przed przeistoczeniem się w tytułowego stwora, przechadza się po domu rodzinnym. Dudni jak wchodzi do swojego pokoju z dzieciństwa. Dudni jak ksiądz przemawia na ambonie. Dudni jak liść opada z drzewa. Po prostu dudni jak cholera cały czas nie dając nam nawet spróbować wczuć się w atmosferę tego przerażonego (podobno) miasteczka.

Te warsztatowe braki sprawiają, że wytrawny kinoman, choćby i chciał (ja się starałem!) nie znajdzie w tym filmie nic ciekawego. Bo jak może nas poruszyć historia, którą dobrze znamy, opowiedziana w sposób rażąco łamiący podstawowe zasady sztuki filmowej?

Na pewno również nie jest to film dla nastolatek. Cytując jedną z nich, Amerykankę Kaylię Patterson:

Ten film był kompletnym marnotrawstwem i uważam, że obraża wszystkich fanów Zmierzchu na całym świecie, wliczając w to mnie. Po pierwsze, była to kompletna przeróbka wilczego stada z Księżyca w nowiu. Film daje złe świadectwo wilkołakom i pokazuje ich jako zdeformowana mutacja wściekłego psa. Zaczęłam lubić wilkołaki, gdy zobaczyłam Jacoba Blacka na dużym ekranie w całej jego świetności. Tak było, dopóki nie zobaczyłam waszą kiepską przeróbkę tego, co nazywacie ‘wilkołakiem’. Nie wiem, jak możecie żyć ze sobą za zrobienie tego w ten sposób. Gdybym ja zrobiła ten film, wstydziłabym się do niego przyznawać. Jak może wilkołaka zabić srebrna kula? Lepiej, widzieliście transformację mężczyzny, który rzekomo miał być wilkiem? Siedzi na jakimś krześle, a jego całe ciało zmienia się w zmutowane dziwadło. Gdybyście widzieli transformację Jacoba Blacka (Taylor Lautner), zauważylibyście, że jego zmiana nie wygląda sztucznie i tanio. Wy mi powiedzcie, kto wygląda na lepszego wilkołaka. Wasz głupi Wilk nie załapał się nawet na szczyt listy najlepiej zarabiających filmów; Walentynki z Taylorem Lautnerem!

(tłumaczenie: Niezłe kino)

Prawda, że to smutne?

Dla kogo więc Wolfman?

Każdy, nawet bardzo kiepski film, ma w sobie coś, dla czego jednak warto go obejrzeć. No, może prawie każdy.

Wilkołak w dużej mierze opiera się na charakteryzacji i efektach specjalnych. Jak dobrze sobie w tym radzi, zdania są podzielone. Niektórzy uważają, że wilkołacze wcielenia aktorów wywołują uśmiech politowania. Mi techniczna strona filmu właściwie nie wadziła. Nieco niedopracowane wydały się niektóre sceny, np. gdy wilkołak skacze po dachach, nie do końca odbijając się od podłoża, sprawia wrażenie pływania w powietrzu. Ogólnie jednak wgląd wilkołaków był dość strasznawy i gdyby nie idiotyczne udźwiękowienie, w paru scenach mogłyby nawet wzbudzić przerażenie.

Miłośnicy dobrych zdjęć mogą oglądać ten film w trybie "mute" podziwiając Walię i Londyn z końca XIX wieku. Zdjęcia Londynu przypomniały mi te z najnowszego Sherlocka Holmesa. Wręcz miałem wrażenie, jakby ekipa Wolfmana przejęła plan zdjęciowy po Szerloku, dobudowując sobie tylko pozostałą część nieskończonego Tower Bridge.

Dobre zdjęcia to mało, żeby zachęcić do obejrzenia kiepskiego filmu, zwłaszcza, że już montaż nie dorasta już im do pięt. Jest nerwowy, ujęcia są ucinane zbyt szybko, nie pozwalając nacieszyć się nawet tymi kilkoma niezłymi scenami.

Może więc aktorstwo? Hopkins jest jak zwykle klasą dla siebie i nawet z dość durnej roli ojca-wilkołaja (uchu, ale spoiler!) wycisnął co się dało najlepszego. Del Toro nie ustępuje mu zbytnio, choć zbytnio bardzo wczuwa się w swoją teoretycznie dramatyczną rolę, co nie wychodzi mu naturalnie. Zawodzi trochę Emily Blunt, której postać, miotająca się między rozpaczą po ś.p. mężu, a rodzącą się miłością do jego żyjącego brata-wilkołaka, wypadła bezbarwnie. Hugo Weaving wywołał na mojej twarzy kilkukrotny uśmiech, a Geraldine Chaplin wręcz niepokój (stłamszony chwilę później dudnieniem). Jak na zły film, aktorstwo jest więc, usredniając, na całkiem wysokim poziomie.

Trochę to ciągle mało, żeby polubić spaprany przez reżysera film, ale jeśli naprawdę musicie wybrać się na Wilkołaka do kina, lepsze to niż nic.

Ja ze swojej strony obiecuję jednak na przyszłość uważniej zapoznawać się z filmową przeszłością nieznanych mi reżyserów, żeby zaoszczędzić sobie takich zawodów, jakim był dla mnie nowy Wolfman. I to mimo że nie oczekiwałem po nim niczego poza dobrą rozrywką.

michuk Borys Musielak

Zaloguj się aby skomentować

queerdelys queerdelys


to nie jest poważne, michuk;p to nie jest dobra charakteryzacja

.

michuk michuk

Moim zdaniem niezła. Taka old-schoolowa, przywołująca na myśl oryginalnego Wolf Mana, który przecież opierał się wyłącznie na charakteryzacji, a w swoim czasie przerażał na pewno o stokroć bardziej niż remake.

Serio, do tego aspektu filmu nie mam praktycznie zastrzeżeń. Uważam, że gdyby narracja poprowadzona została świadomie, dobrze użyty byłby dźwięk i muzyka, te wilkołaki naprawdę mogłyby się wydać przerażające.

Nigdy się o tym jednak nie przekonamy :)

.

queerdelys queerdelys

Jeszcze coś. Crazy Heart wypaliło, a reżyser grał u Uwe Bolla, wiec może przeszłość o niczym nie świadczy. Chociaż Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki mówi wszystko;p

.

michuk michuk

U Uwe Bolla uczył sie zapewne jak filmów robić nie należy. Poza tym, masz coś do Bolla?

.

anythingelse anythingelse

Po tym trailerze, który tu zamieściłeś, sama bym się chyba skusiła. W telewizji zobaczyłam jednak inny i w początkowej sekundzie byłam przekonana, że to zajawka gry komputerowej. Jezusie, jak ja nie cierpię tych wklejanych komputerowo w tło miast- czy się mylę, podejrzewając, że lwia część była kręcona na blue boxie?

Szkoda, bo Benicio del Toro całe życie wyglądał jakby go stworzono do roli wilkołaka.

.

Esme Esme

A ja i tak pójdę. Nie radzę sobie bez dawki Hopkinsa raz na jakiś czas.

.

Oferma Oferma

Nie dawaj kasy specjalistom od zarabiania na fuszerce z doklejonymi "nazwiskami" ! ;)

.

Esme Esme

Tony niestety grywa w kaszanach bez większych oporów :-/ Staram się je omijać, ale czasem uzależnienie jest silniejsze.

Ale tu w grę wchodzi jeszcze jeden argument, o którym nie napisałam: jakbym tak bezgranicznie ufała Michukowi, tobym nie trafiła do kina na "Sherlocka Holmesa", a to byłaby szkoda. Więc pewnie sprawdzę sama, co to warte - tak na wszelki wypadek.

.

michuk michuk

Zaufaj mi że tym razem możesz mi spokojnie zaufać. Sherlock to był sprawnie zrobiony film, który mnie po prostu nie zainteresował. Wolfman to po prostu zły film, zrobiony przez kolesia, który nie wie jak to się robi.

.

Esme Esme

No dobra, przekonaliście mnie. Precz z Wilkołakiem zatem.

.

Oferma Oferma

jakbyś jednak jeszcze miała się rozmyślić to pamiętaj o wcześniejszych dokonaniach rezysera Sherlocka i Wilkołaka. Np. Przekręt vs Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki, Porachunki vs Jurrassic Park 3 ;)

a tak poważniej, to od jakiegoś czasu, a do pojawienia się Filmastera, zanim udałem się na jakiś film do kina, albo zasiadłem przed tv, zawsze sprawdzałem co takiego reżyser danego filmu popełnił wcześniej, z jakimi scenarzystami pracowal i jakie teksty Ci scenarzyści mieli już na koncie. W przypadku holiłudzkich filmów sprawdzałem też dokładnie dorobek producentów filmu który miałem obejrzeć. Bardzo rzadko traciłem pieniądze na badziewie. Być może niektórym takie podejście może wydawać się dziwne, ale nie lubię nabijać kasy cwaniakom którzy miast kręcić porządne kino wolą nakręcić jakiś badziewny wypełniacz czasu między napisami początkowymi a końcowymi i suto opłacić markietingowców którzy zapewnią sukces komercyjny swojej szmirze. Przed seansem filmu traktuję go jak każdy inny produkt z którego mam skorzystać. Zawsze staram się dać zarobić ludziom którzy tworzą dobre, przynajmniej solidne rzeczy, a nie ładnie opakowane "gówno".

.

pozor pozor

Ja ostatnio staram sie unikac takich filmow jak ognia. Troche kusi obsada, ale trailer w kinie mnie skutecznie zniechecil ;)

.

umbrin umbrin

Trailer "Wilkołaka" nie przekonuje mnie prawie tak samo jak "Alicji w krainie czarów" Burtona.

.

bjag bjag

Świetna recenzja. I tak planowałem dużo wizyt w kinie w najbliższym czasie i zastanawiałem się, czy powinienem wpisać do "The Wolf Mana" do swojego kalendarzyka -- dobrze, że można skreślić. :) Swoją drogą, bycie pojechanym przez fankę "Zmierzchu" musi boleć. :)

.

dabal dabal

Miał być komentarz, ale okazał się za długi więc wyszła notka, ale tak w skrócie:
1)efekty raczej słabe -odcinane głowy, ręce bardzo mało rzeczywiste, tak jak sposób poruszania się wilkołaka, tylko transformacja mnie przekonała
2)wilkołak wygląda tak samo jak 70 lat temu
3)bardzo dobra gra aktorska Hopkinsa i Del Toro - naprawdę mógł by być super film
Ponieważ notka przypięła się nie do tego filmu co trzeba załączam link http://dabal.filmaster.pl/notka/wilkolak-remake-ktory-nie-powinien-powstac/

.

dabal dabal

Swoją drogą ciekawe, czy wielbiciele "Zmierzchu" będą chcieli zagarnąć wszystkie filmy z wampirami i wilkołakami? Nie wiem czy "Wilkołak" był skierowany na nich.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook