Zabij mnie, glino (6)
Widziałem w telewizji wiele lat temu i bardzo mnie wciągnął, choć w pewnym momencie wydał mi się zbyt długi i nieco pogubiłem się w fabule. Teraz po latach pamiętam z niego już tylko uciekającego Lindę.
Widziałem w telewizji wiele lat temu i bardzo mnie wciągnął, choć w pewnym momencie wydał mi się zbyt długi i nieco pogubiłem się w fabule. Teraz po latach pamiętam z niego już tylko uciekającego Lindę.
Ładny film, klimatyczny, bez problemu przeniósł mnie 30 lat wstecz. Przekonujące aktorstwo, w tym młodych, co szczególnie w polskim kinie rzadkie. Zwyczajne, ale miejscami bardzo zabawne dialogi. To co drażni to chaotyczny montaż i zbyt narzucająca się muzyka, która brzmiała zbyt głośno jak na tło. To mówiący językiem młodzieży. Dziesięć lat temu wyszedłbym z kina zachwycony, dziś nieco kręcę nosem, co nie zmienia faktu że nieźle się bawiłem na pewnie najlepszym polski filmie tego roku.
Film potwierdza, że a) albo ja nie lubię biografii, b) albo po prostu za biografie biorą się najczęściej mierni reżyserzy. Denerwował mnie szczególnie nawyk puszczania muzyki do większości scen dialogów, co miało zapewne dodać filmowi liryzmu. Najlepsze co było w tym filmie to aktorstwo. Widać, że Pattinson był przygotowany do roli, ładnie imitując charakterystyczne gesty Daliego (wytrzesz oczu na fotografiach!), niezły był też Beltran (jako Lorca) i McNulty (Bunuel). Sam film - tylko dla fanów.
Aquilla 06 marca 2010, 21:43
A próbowałeś jakiegoś filmu Richarda Attenborough? Bo jeśli nie podobają ...
michuk 06 marca 2010, 22:03
Z biografii podobał mi się "Hamsun" Troella oraz "Amadeusz" Formana. ...
Aquilla 06 marca 2010, 22:09
Amadeusz jest genialny - potwierdzam :) Attenborough widziałam dwa filmy, ...
Sprawnie zrealizowany film sensacyjny miejscami przechodzący w action-porn. Co niespodziewane, bardzo dobre zdjęcia i świetny montaż. Co spodziewane, całość dość przewidywalna, ale na szczęście bez ślepego podążania za schematem i z jednym dobrym twistem. Przez pierwszą część czułem się gwałcony nawałem trupów i przerostem formy nad treścią, potem było ciekawiej. Jeśli kochasz kino akcji, dodaj spokojnie, 2-3 punkty. Ja nie kocham, a na film poszedłem przypadkiem - zabrakło biletów na The Room.
Nie. Nie... nie! Dlaczego? Dlaczeeeego? Nie. Po prostu nie.
turin 27 lutego 2010, 15:16
Heh, pamiętacie 101 dalmatyńczyków i piosenkę, którą bohater komponował na ...
Miejscami znośny, miejscami żenujący. Fatalne, jadące po stereotypach dialogi. Źle poprowadzeni aktorzy, z których tylko Kodczenkowa mimo sabotażu reżysera uratowała swoją rolę. Zupełnie nie przekonująca historia miłosna. I ładne zdjęcia. W polskim filmie zazwyczaj ładne są zdjęcia. Ten film powinien był być zrobiony przez Rosjanina albo wcale.
Przereklamowany. Ciekawa, choć brutalna w życiowym sensie historia została opowiedziana dziwacznie, bez wyczucia języka kina, tak jakby twórcy zainteresowani byli przede wszystkim dotarciem do widza z pewnym przesłaniem, a nie zrobieniem dobrego filmu. Na uwagę zasługują dwie doskonałe kreacje aktorskie Gabourey 'Gabby' Sidibe i Mo'Nique i scenariusz. Niestety tylko tyle. Można pominąć, albo przeczytać książkę.
Wierzę, że ten film został stworzony z myślą o mnie, w nadziei na dobrą recenzję na Filmasterze. Są w nim wszystkie składowe, których oczekuję od dobrego dramatu: podstarzały, nieco chamowaty facet z problemami i po przejściach, romantyczna miłość, która nie może po prostu skończyć się dobrze, pasja, która napędza głównego bohatera i pozwala mu przetrwać mimo przeciwności oraz gorzki, lekko sentymentalny klimat. Dziękuję i zgodnie z umową, oceniam zdecydowanie wyżej niż ten film zasługuje.
Dość typowa komedia romantyczna z wampirami w tle. Do "Pozwól mi wejść" w swojej kategorii ma się mniej więcej jak "Django" do "Dobry, zły i brzydki" w świecie spaghetti westernów. Na plus: chemia między główną parą i kilka fajnych, "kinowych" scen. Na minus: fatalne CGI, całkowicie przypadkowy montaż i zdjęcia oraz nuda, nuda, nuda... aż chce się wyjść z kina.
To nie jest dobry film. Podobały mi się efekty specjalne -- wilkołaki były w porzo. Dobre było też aktorstwo, ale tego się można było spodziewać po Hopkinsie i Del Toro. Znacznie gorzej w kwestii narracji -- akcja toczyła się za szybko, bez zastanowienia, trochę bez pomysłu, jakby reżyser bał się znudzić widza. Fatalny dobór dźwięków i muzyki nie pozwolił poczuć atmosfery grozy. Było raczej zabawnie z kilkoma dobrymi momentami, głównie w scenach akcji. Oglądało się bezboleśnie. Trochę szkoda.
Witajcie Drodzy Filmasterzy! Zgodnie z naszą tradycją opublikowaliśmy kolejną porcję aktualizacji dla naszego serwisu. Tym razem główną atrakcją wieczoru ...
Co baczniejsi obserwatorzy rynku zdążyli już się zapewne o tym dowiedzieć, ale warto napisać o tym również oficjalnie, na oficjalnym ...
W marcu kontynuujemy współpracę ze sklepem Amazonka.pl, który sponsoruje nagrody dla Filmasterów za najlepsze recenzje filmów. W tym miesiącu ...