Film do bólu realistyczny, pokazujący "jak jest", a za 50 lat jakiś iracki weteran powie zapewne "tak było". Zdecydowanie wolę jednak realizm Hurt Lockera od surrealizmu "Człowieka który gapił się na kozy". Bigelow (to niesamowite, że film ten zrobiła kobieta!) bardzo sprawnie opowiedziała historię amerykańskiego prostaczka-zawadiaki sugerując, że na wojnie sukces odnieść mogą tylko ci, którzy nie mają nic do stracenia. Bez patosu i bijącego po oczach przekazu a'la Spielberg. Ogólnie: na plus.
"Człowiek który gapił się na kozy" to zmarnowany potencjał moim zdaniem. Oryginalny pomysł banalnie wykorzystany. A "Hurt locker" mam w najbliższych planach.
"To niesamowite, że film ten zrobiła kobieta". Identyczne wypowiedziałem się kiedyś na temat jej wcześniejszego i moim zdaniem wybitnego filmu wojennego : K-19 :).
BTW, w tym filmie widać doskonale, że "nic do stracenia" to bardziej stan umysłu niż cokolwiek innego. Wszyscy trzej mają do stracenia życie, a tylko James ma jakąś rodzinę, za którą może czuć się odpowiedzialny. Tymczasem to on jeden zachowuje się tak, jakby było mu wszystko jedno.
michuk
napisał(a) o The Hurt Locker. W pułapce wojny
Film do bólu realistyczny, pokazujący "jak jest", a za 50 lat jakiś iracki weteran powie zapewne "tak było". Zdecydowanie wolę jednak realizm Hurt Lockera od surrealizmu "Człowieka który gapił się na kozy". Bigelow (to niesamowite, że film ten zrobiła kobieta!) bardzo sprawnie opowiedziała historię amerykańskiego prostaczka-zawadiaki sugerując, że na wojnie sukces odnieść mogą tylko ci, którzy nie mają nic do stracenia. Bez patosu i bijącego po oczach przekazu a'la Spielberg. Ogólnie: na plus.
Bonar
"Człowiek który gapił się na kozy" to zmarnowany potencjał moim zdaniem. Oryginalny pomysł banalnie wykorzystany. A "Hurt locker" mam w najbliższych planach.
umbrin
"To niesamowite, że film ten zrobiła kobieta". Identyczne wypowiedziałem się kiedyś na temat jej wcześniejszego i moim zdaniem wybitnego filmu wojennego : K-19 :).
Esme
BTW, w tym filmie widać doskonale, że "nic do stracenia" to bardziej stan umysłu niż cokolwiek innego. Wszyscy trzej mają do stracenia życie, a tylko James ma jakąś rodzinę, za którą może czuć się odpowiedzialny. Tymczasem to on jeden zachowuje się tak, jakby było mu wszystko jedno.
michuk
Tak, właśnie to samo przyszło mi na myśl pisząc krótką recenzję, ale nie zmieściło się już w 500 znakach. Kto ustawia te limity!??
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook